Rodzina Strzeleckich wybrała się do ogrodu zoologicznego. Chłopcy przyjeżdżali tu z rodzicami już wcześniej, ale dla Zosi to pierwsza wizyta. Wszystko było dla niej nowe, więc bardzo ją interesowało. Najpierw zachwyciła się kolorowymi ptakami. Potem nie mogła się nadziwić, że żyrafy mają tak długie szyje. Ale największe wrażenie zrobiły na niej niedźwiedzie brunatne łowiące jabłka w sadzawce na wybiegu. Owoce te są jednym z ich przysmaków. Dlatego misie z radością wskakiwały do stawu, aby pochwycić i zjeść pływające na powierzchni wody smakołyki. Widać, że w ciepły poranek to ich ulubiona zabawa.

– Mamo, one są takie sprytne i wesołe. Chętnie bym pochlapała się z nimi – zawołała zachwycona Zosia.

– Niestety, to niemożliwe. Niedźwiedzie są drapieżnikami i pływanie obok nich byłoby niebezpieczne. Zresztą, one pewnie, nie lubią kąpać się blisko ludzi – odpowiedziała mama.

– Jasne, przecież żaden z nich nie jest Wojtkiem – wtrącił się Janek.

– Jakim Wojtkiem? – zaciekawił się Krzyś.

– Kapralem Wojtkiem, z armii generała Andersa – odparł z miną wiedzącego wszystko eksperta Janek.

– A co to jest kapral? – zapytała Zosia.

– Ach te dziewczyny, kompletnie nic nie wiedzą o wojsku – westchnął Krzyś, który od dziadka Stefana słyszał kiedyś, że żołnierze mają stopnie wojskowe. Dzięki stopniom wiadomo, kto jest najważniejszy oraz kto ma wykonywać czyje rozkazy. Generałowi podlegają prawie wszyscy, a kapral jest dowódcą dla szeregowych żołnierzy.

– Skoro ten Wojtek jest kapralem, musiał być dzielny i czymś się odznaczyć –pomyślał Krzyś. Jednak dalej nie rozumiał, jaki to ma związek z misiami w sadzawce i kim był Wojtek. A ponieważ nie chciał się przyznać wobec starszego brata, że czegoś nie wie, zwrócił się do taty:

– A ten Wojtek, to wolał pływać w ciepłej czy zimnej wodzie?

– Zdecydowanie w ciepłej i słonej, a najbardziej w Morzu Adriatyckim – uśmiechnął się tato i krótko objaśnił młodszym dzieciom, kogo miał na myśli Janek.

Okazało się, że tajemniczy Wojtek to niedźwiedź, którego oswoili polscy żołnierze. Przygarnęli go w Persji, gdy był jeszcze malutki. Troszczyli się o niego, karmiąc go mlekiem z butelki. Stale przebywając z nimi, nauczył się zachowywać podobnie jak ludzie. Na przykład uwielbiał jeździć samochodami na fotelu obok kierowcy lub na skrzyni ładunkowej wojskowych ciężarówek. Inną jego ulubioną rozrywką były udawane walki zapaśnicze z zaprzyjaźnionymi żołnierzami. Wojtek dawał się im przewracać na ziemię, tarzał się po niej z przeciwnikami, a niekiedy nawet łapał w pysk czyjąś rękę lub nogę. Nigdy jednak nikomu nie stało się nic złego. Bo chociaż misiek ważył 250 kg, był bardzo ostrożny i łagodny, więc nawet niechcący, nie zrobił nikomu krzywdy.

 


Pewnego razu, gdy armia Andersa stacjonowała we Włoszech, żołnierze wzięli go ze sobą na nadmorską plażę. To właśnie wtedy po raz pierwszy wykonał swój popisowy numer, który wspominany jest do dzisiaj. Polegał on na tym, że Wojtek, który świetnie nurkował, podpływał skrycie do kąpiących się w morzu dziewczyn. Gdy był już bardzo blisko, nagle wynurzał się spod wody. Włoszki były przerażone, a niedźwiedź zachwycony, więc powtarzał swą zabawę wielokrotnie. Nie było czasu na zbyt długą opowieść, gdyż przed zamknięciem ZOO dzieci chciały jeszcze zdążyć odwiedzić basen z fokami i pawilon, gdzie są akwaria z rybami żyjącymi w tropikach. Jednak to, co usłyszeli od taty, nie zaspokoiło całkowicie ciekawości Zosi i Krzysia. W drodze powrotnej do domu pierwsza zapytała Zosia:

– A właściwie, to dlaczego nasi żołnierze zaopiekowali się malutkim Wojtkiem właśnie w Persji? Gdzie to jest i skąd się tam wzięli?

Z odpowiedzią pospieszył Janek, zadowolony, że wywołany przez niego temat interesuje młodsze rodzeństwo.

– Do Persji, czyli dzisiejszego Iranu, Polacy przybyli podczas II wojny światowej. To skomplikowana historia, którą kiedyś poznacie.

Janek znał ją z książek, filmów dokumentalnych oraz rozmów z dorosłymi. Wiedział, że wojnę rozpoczęli w 1939 roku Niemcy, którzy razem z sowiecką Rosją napadli na Polskę. Tysiące polskich żołnierzy trafiło do niemieckiej i rosyjskiej niewoli. W ciągu dwóch następnych lat Niemcy zaatakowali i zajęli prawie całą Europę, a w końcu najechali także samą Rosję. Wobec niemieckiego zagrożenia zawarła ona sojusz z Anglią, Polską i innymi krajami, w rezultacie którego większość polskich żołnierzy wypuszczono z sowieckich obozów, w których ich trzymano. Podobnie postąpiono z ogromną rzeszą wywiezionych w głąb Rosji polskich cywilów. Nasi wojskowi utworzyli armię, która miała walczyć z Niemcami. Jej dowódcą został generał Władysław Anders. Zanim jednak doszło do pierwszego boju, Polacy na mocy porozumień sojuszniczych przemierzyli ogromny dystans ponad 12 tysięcy kilometrów.

Wyruszyli z Rosji, a na ich drodze znalazły się Persja, Irak, Palestyna i Włochy. Podczas tej wędrówki od przygodnego pastuszka kupili wygłodniałego, przestraszonego niedźwiadka, który stał się ich prawdziwym towarzyszem broni.

Janek nie wiedział, jak streścić młodszemu rodzeństwu tak długą opowieść. Zwłaszcza, że chcąc wiernie przedstawić losy armii generała Andersa, trzeba by powiedzieć jeszcze o rozstrzelaniu oficerów w Katyniu, straszliwych warunkach życia uwięzionych Polaków i wielu innych rzeczach. Dlatego Janek postanowił skwitować całą sprawę stwierdzeniem:

– Jak będziecie chcieli wiedzieć więcej, w domu pokażę wam świetną książkę o armii Andersa, którą dostałem od dziadka. A jeśli chodzi o przygarnięcie Wojtka, to Polacy w Rosji przeżyli tak trudne chwile i tyle wycierpieli, że wcale nie dziwi okazanie wielkiego serca małemu niedźwiadkowi – sierocie.

– Ale jak to tak, niedźwiedź żołnierzem i do tego kapralem – dziwił się Krzyś.

– To rzeczywiście niesamowite – przyznał Janek i kontynuował swą opowieść.

– Opiekunami Wojtka byli członkowie oddziału zajmującego się transportem amunicji artyleryjskiej. Odkryli, że misiek, naśladując to, co robili podczas służby, zaczął tak jak oni przenosić skrzynki z pociskami. A ponieważ były one ciężkie, pomoc silnego niedźwiedzia bardzo się przydawała. W ten sposób stał się prawie jak jeden z nich.

– Ach, to dlatego mianowano go kapralem – domyślił się Krzyś.

– Tak, ale to nie wszystko. Wojtek wykazał się odwagą podczas bitwy pod Monte Cassino. Była to bardzo krwawa walka, podczas której Niemcy bronili zaciekle górskiej twierdzy. Nie udawało się jej zdobyć Anglikom, Amerykanom, Marokańczykom, Maorysom i Nowozelandczykom. Dopiero szturm Polaków dał zwycięstwo.

Wojtek nieustraszenie towarzyszył swym opiekunom podczas walki, chociaż ziemia drżała od wybuchów, a wielu żołnierzy padało pod gradem nieprzyjacielskich kul. Mimo tego, niedźwiedź dzielnie dźwigał skrzynie i dostarczał walczącym towarzyszom potrzebne zaopatrzenie. Nigdy nie upuścił żadnej skrzynki. Po bitwie pod Monte Cassino postać Wojtka niosącego pocisk do działa stała się oficjalnym znakiem rozpoznawczym malowanym na wojskowych ciężarówkach kompanii, w której służył. W tym miejscu rozmowa o Wojtku skończyła się, ponieważ rodzina właśnie dotarła do domu. Jednak opowieść o niezwykłym niedźwiedziu powróciła, gdy wieczorem dzieci układały się do snu. Leżąca na swym tapczanie Zosia zapytała mamę, która przyszła ucałować ją na dobranoc:

– Mamo, a co stało się z Wojtkiem, gdy skończyła się wojna?

– Armia generała Andersa trafiła do Wielkiej Brytanii, a niedźwiedź wraz z nią. Żołnierze rozpoczęli cywilne życie. Zlikwidowano ich niepotrzebny już obóz wojskowy, więc nie mogli dalej opiekować się misiem. Znaleźli mu miejsce w ZOO w Edynburgu, gdzie Wojtek stał się gwiazdą. Często go odwiedzali, wprawiając w osłupienie innych gości ogrodu, którzy nie mogli się nadziwić, jak bardzo zwierzak jest zżyty ze swymi przyjaciółmi z wojska. Miś zawsze bardzo żywo reagował na polską mowę, nawet jeśli mówili do niego nieznani mu ludzie. Dzisiaj w Edynburgu można oglądać naturalnej wielkości pomnik kaprala Wojtka.

– Wiesz, mamo, to taka super historia. Nie wiem, czy przez nią uda mi się szybko zasnąć – wyszeptała dziewczynka.

– Jeśli tak, to jeszcze dopowiem coś, co ci pomoże – z łagodnym uśmiechem odpowiedziała mama, gładząc włosy Zosi. – Wojtek miał w obozie wojskowym własne łóżko zrobione z wielkiej skrzyni. Zdecydowanie wolał jednak spać w żołnierskich namiotach, wtulony w któregoś ze swych towarzyszy. Wyobraź sobie teraz, że przyszedł do twojego pokoju, bo czuje, że i ty jesteś jego przyjaciółką. Szybko zamknij oczy i bądź cichutko. Oboje musicie się przecież wyspać.

– Dobrze, mamo. A jutro opowiem o Wojtku w przedszkolu – powiedziała Zosia i mocno przygarnęła pluszowego misiaka, którego mama zawsze kładzie jej na poduszce.